niedziela, 11 sierpnia 2013

prolog;3

Prolog:
'Tajemniczy  heros'

Szedł przed siebie. Jego nogi stawiały opór podobnie jak reszta ciała, lecz całą swoją siłą starał się to przezwyciężyć. Miał podrapaną twarz, podarte ubrania, rany na całym ciele, a z niektórych jeszcze do tej pory sączyła się krew. Brnął przez ciemność, czując ból za każdym stawionym krokiem. Nie wiedział dokąd miał się udać, gdzie znaleźć bezpieczne schronienie... Co kazało mu iść w stronę Obozu Herosów? Czysty przypadek...Czy może intuicja odziedziczona po matce?

******
 
Nigdy dotąd nie sądziłem, że będę cieszył się na cokolwiek  związanego z moimi 16 urodzinami. A jednak. Może i spóźnione jakieś dwa, trzy tygodnie, ale moja wymarzone. Pierwszy raz miałem świętować moje urodziny z tymi, których znam, na obozie. Tylko tym razem bez mojej mamy... Czułem się nieco źle z tym, że z nią nie będę miał okazji zobaczyć się z nią tego lata...ani już nigdy więcej. Tak, postanowiłem zostać tu na stałe. 
Była noc. Początkowo piękna i ciepła, lecz szybko zniszczyła ją zła pogoda. Nie miało to znaczenia, skoro i tak chcieliśmy zrobić wszystko w środku.
Jakos przebrnąłem, przez falę uścisków i życzeń(których szczerze nienawidzę). No tak serio, to nie było źle, poza tym, że czekałem na tę szczególne-życzenia od Annabeth. Jej jednak wcale nie zauważyłem na sali.
Długo szukałem, zanim zorientowałem się, że to może sprowadzić na mnie kłopoty. Słyszałem rozmowę za drzwiami. Jej głos był tak charakterystyczny, że niemal nie dało się go z nikim pomylić. Początkowo nie wiedziałem co jest tak ważne, że musiała z tym kimś porozmawiać natychmiast, a nie na przykład...no nie wiem...po tym jak ze mną zatańczy? Poznałem, tę drugą osobę. Atena....Annabeth rozmawiała ze swoją matką.
-... i znajdziesz go. -Głos bogini był pełny opanowania, ale czuć było w nim lekki niepokój.
-Tak matko.
-...doprowadzisz do obozu.
-Tak matko.-Odpowiadała za każdym razem z pełnią przekonania, lecz nie tak jak w chwilach gdy szla na misję, lub wiedziała, że chce czegoś konkretnego...To było tak jakby wiedziała, że nie ma wyboru, bo zadania powierzonego jej przez matkę nie mogła odrzucić.
-...i będziesz chronić na wszelką cenę. Nie dopuścisz, by to kim jest wyszło na jaw.
-Tak matko.
-Przyrzeknij mi, że zatrzymasz to dla siebie, że od ciebie nikt się nie dowie.
-Przyrzekam! A teraz jeśli mogę...
-Pytaj o co chcesz moje dziecko.
-Dlaczego powierzasz to właśnie mnie? Myślisz, że dam radę?
-Jesteś moim najodważniejszym dzieckiem Annabeth... Nie powierzyłabym ci tego zadania, gdybym nie była pewna, że jesteś odpowiednia do jego wykonania.
-Percy! -Poczułem dłoń na moim ramieniu i podskoczyłem. -Dlaczego nie tańczysz? To w pewnym sensie.. twój dzień no nie? -Moim oczom ukazała się Thalia. Odetchnąłem, widząc jej twarz.
-Ach... No tak. Bo ja tylko....-Sam nie wiedziałem co  mam jej powiedzieć. Ona jakby czutała mi w myślach.
-To nie mów, tylko chodź! -Pociągnęła mnie za rękę na środek parkietu. Miałem wrażenie, jakby każdy obecny heros patrzył się na mnie i Thalię. Po chwili na sali, pojawiła się Annabeth. Starałem się nie zwracać na nią uwagi. Ona zbyt często wiedziała o tym, że wiem za dużo i myślałem, że tym razem też tak będzie.
Tańczyłem, starając się ignorować otoczenie. I w tedy zaczął się wolny kawałek. Odruchowo przybliżyłem się do Thalii, zapominając nawet o fakcie, że jest łowczynią i w świetle prawa Artemidy ten...no nie powinna w ogóle ze mną tańczyć, a co dopiero tak blisko. Nie miała z tym problemu. Kątem oka spojrzałem na Annabeth, która siedziała na ławeczce ze smutkiem malującym się jej na twarzy a w dłoniach obracała złotą drachmę. Nie bardzo wiedziałem, czy ten nastrój, byl spowodowany zadaniem, czy tym, że chciała być teraz na miejscu córki Zeusa. Usiłowałem sobie wmówić, że to przez to misje.
Na zewnątrz padał deszcz i waliły pioruny. Było to dość dziwne, zwłaszcza, że tu zawsze jest pogoda. Przez chwilę miałem wrażenie, jakby za oknem przemknął cień człowieka. śmiertelnik nie mógł przejść bariery. Przejrzałem wszystkich wokół. Nikogo nie brakowało. Co więc widziałem? Może mam coś nie ten teges z rejestrowaniem obrazów?  Chwilę później, znów zobaczyłem cień przemykający się w ciemności.
-Thalia! Widziałaś to?!
-Co takiego?
-No tam za oknem! -Wszyscy patrzyli na mnie jak na wariata. Powiem, tylko, że przywykłem.
-Percy zwariował.-Rzucił ktoś z dzieci Aresa. Oni nigdy nie tracili okazji, żeby mi dogryzać.
-Naprawdę, przysiągłbym, że coś widziałem!
-Potwory nie mogłyby przeniknąć granic obozu....Więc jak myślisz co takiego mogłeś tam zobaczyć co?! Pewnie gałązkę drzewa stukającą o szybę... jest niemały wiatr...-Uznałem, że...że może mają rację. Że mam już paranoję czy coś, lecz w tedy strzelił piorun i zgasły wszystkie światła. Dało się słyszeć lekkie pukanie do  drzwi, jakby ten kto to robił nie miał dostatecznie dużo siły nawet na tak prostą czynność. Nikt z nas nie odważył się podejść i otworzyć. Nikt z wyjątkiem Annabeth. W drzwiach stał ociekający wodą chłopak. Był mniej więcej mojego wzrostu z brązowymi włosami. Z jego ubrania zostały tylko strzępki, a jego ciało było pokaleczone i posiniaczone niemalże na każdym centymetrze. Jego niebiesko-zielone oczy świeciły w ciemności niczym neon, reklamowy kasyna. Wyglądały jak zalany wodą las. Nikt z nas nigdy go nie znał, nigdy nie widział, ale jedno było pewne-był herosem. Wymienialiśmy nerwowe spojrzenia. Córka Ateny stała naprzeciw tajemniczego herosa w osłupieniu.
-Znalazłam go matko....-Powiedziała półszeptem, wpatrując się w jego mieniące się tęczówki. Praktycznie w tej samej sekundzie on, padł na ziemię, pozbawiając nas jedynego źródła światła-blasku jego oczu.

---------------------
Taki se prolog ;3 Ja jestem z niego zadowolona, chociaż to długie jak na prolog xD Czekam na opinie ^ ^

1 komentarz: